Przez ma³e, lokalne wojny trac± ludzie. A w Z³otoryi maj± do stracenia wiêcej ni¿ gdziekolwiek. O tym, ¿e miasto siedzi na ¿yle z³ota, wiadomo nie tylko w Europie. Najwy¿szy czas, by to wykorzysta¦ i zwabi¦ do tej turystycznej pere³ki wycieczki i inwestorów. Ale w podzielonym, sk³³conym mie¶cie nie da siê niczego zbudowa¦.
Warowny urz±d, czyli z kim rozmawia¦
Od dw³ch lat miastem rz±dzi Ireneusz ¯urawski. Malkontenci mówi±, ¿e na p³³metku rz±dów staje z pustymi rêkoma – nie zrobi³ nic znacz±cego dla miasta. Oddzieli³ siê od ludzi murem, zamkn±³ w urzêdzie, za sukcesy poczytuj±c sobie jedynie doko±czenie rozpoczêtych przez poprzedników inwestycji, takich jak hala sportowa. Przeciwnicy burmistrza – a jest ich wielu – maj± ¿al równie¿ za to, ¿e jedyne lokalne pismo – samorz±dowa Gazeta Z³otoryjska – sta³a siê budz±c± niesmak ratuszow± tub±, podda±czo i lizusowsko rejestruj±c± ka¿dy krok swojego pryncypa³a.
Ireneusz ¯urawski to dawny naczelnik z³otoryjskiej poczty, kandydat Wsp³lnoty Samorz±dowej Ziemi Z³otoryjskiej, utworzonej przez cz궦 za³o¿ycieli Polskiego Bractwa Kopaczy Z³ota. Wygra³ dwa lata temu z by³ym wiceburmistrzem, Adamem Zdaniukiem, zaledwie szesnastoma g³osami.
Jak nieprzystêpny jest Ratusz pod jego rz±dami, przekonali¶my siê na w³asnej sk³rze. Przez dwa tygodnie burmistrz Ireneusz ¯urawski by³ zbyt zajêty, by m³c wygospodarowa¦ czas na cho¦by kilkuminutow± rozmowê.
Na nic zda³y siê b³agania i kolêdowanie przed burmistrzowskimi drzwiami, obitymi dostojnie derm±. Na nic podrywanie siê na opadaj±c± klamkê, na nic pr³by nawi±zania rozmowy w biegu. Wystarczy³o tylko przedstawi¦ siê, by czas burmistrza sta³ siê na wagê z³ota, a zajêcia namno¿y³y siê, niczym z³ote opi³ki w misce mistrza p³ukaczy. Zostawiamy numer telefonu, pokorn± pro¶bê o kontakt i z kwa¶nymi minami odchodzimy. Do dzi¶ czekamy na telefoniczne po³±czenie z sekretariatem burmistrza.
Za kurtyn±
Wyja¶nienie odnajdujê po czasie, na forum portalu z³otoryjan. Internauta pisze „jeste¶ przeciwko jakim¶ poczynaniom ekipy burmistrza, czy te¿ kopaczy, to tak¿e jeste¶ przeciwko zdrowemu nurtowi rozwojowemu miasta. Jak za komuny (...). Miar± demokracji jest mo¿liwo¶¦ komentowania poczyna± w³adzy, patrzenie jej na rêce i oczekiwanie dzia³ania przy otwartej kurtynie. Tymczasem kurtyna jest spuszczona, a z³otoryjanie musz± wierzy¦ w to, co napisze Z³otoryjska. Kto my¶li inaczej ni¿ w tej trybunie to jest komuch”.
Czym podpad³a obywatelom w³adza? Tego mo¿na dowiedzie¦ siê tylko od tych nielicznych, kt³rzy zgodz± siê na tajne spotkanie. Anonimowe, bo cho¦ wiêkszo¶¦ z nich ma do rz±dz±cej ekipy ¿al za jak±¶ stratê – przetargu, dzier¿awy lokalu, stanowiska – nikt nie chce straci¦ jeszcze wiêcej, na przysz³o¶¦. Ale z zakulisowych rozmów dowiedzie¦ siê mo¿na, ¿e p³³metek rz±dów nie przyni³s³ realizacji ¿adnej z przedwyborczych obietnic. ¯adnych inwestycji, miejsc pracy, stracona szansa na strefê ekonomiczn±, zaprzepaszczanie potencja³u turystycznego.
A mia³a by¦ praca, ochrona rynku pracodawców, powierzanie m³odym odpowiedzialnych zada±, wsp³³praca r³¿nych ¶rodowisk politycznych i spo³ecznych dla rozwoju.
Zamiast wsp³³pracy jest niesympatyczny sp³r o z³oto i wstyd na ca³± Polskê z powodu wycieczki chorego burmistrza do Japonii. Uczestniczy³ tam w mistrzostwach ¶wiata w p³ukaniu z³ota, zdoby³ nawet tytu³ w kategorii amatorów, tyle, ¿e nie pod w³asnym nazwiskiem. Pewnie dlatego, ¿e wszystko dzia³o siê podczas zwolnienia lekarskiego. Teraz ZUS ¿±da od niego 6,5 tys. z³.
Z³oto w py³
– Burmistrzowi nie nale¿y siê taka krytyka. Je¶li unika mediów, to dlatego, ¿e ciê¿ko siê sparzy³. Ale o bezczynno¶¦ nie wolno go oskar¿a¦ – broni burmistrza Wielki Kanclerz Polskiego Bractwa Kopaczy Z³ota J³zef Zatwardnicki.
¯urawski to ich kandydat. Bractwo wprawdzie nie startowa³o do wyborów, ale kilka os³b z tego prawicowego grona stworzy³o ugrupowanie Wsp³lnota Samorz±dowa Ziemi Z³otoryjskiej. Po co potrzebny kopaczom w³asny burmistrz? Mo¿e ¿eby broni³ z³ota, bo monopol na nie – nie w sensie materialnym, ale w znaczeniu prawa do firmowania wszelkich imprez, p³uczek, wyjazdów, wymyka siê im z r±k.
Zatwardnicki bardziej ni¿ podupadaniem z³otej idei niepokoi siê niezgod± wok³³ przysz³o¶ci miasta. K³³tnie - jak uwa¿a - narodzi³y siê dlatego, ¿e nie wszyscy rozumieli, ¿e wysi³ek musi by¦ wsp³lny.
- Komu¶ nagle za¶wita³a my¶l, ¿eby robi¦ biznes. I wtedy jeden z kolegów odszed³, na wyj¶ciu por³¿ni³ wszystkich, a teraz z oddali chce szkodzi¦ i j±trzy¦. Ja siê tym brzydzê. – mówi Zatwardnicki.
Strza³ w dziesi±tkê
Spo³ecznie dzia³a nie tylko w bractwie, ale w Klubie Strzeleckim Agat. Odnosi sukcesy jako trener, jest wychowawc± kilku strzeleckich pokole±. Mówi o tym, ¿e z³oto zmieni³o jego ¿ycie.
– Czy mog³em kiedy¶ marzy¦, ¿e kiedy¶ na p³uczki bêd± zje¿d¿a¦ siê do nas ludzie z ca³ego ¶wiata? ¯e i my bêdziemy je¼dzi¦ po ca³ym ¶wiecie i stanê siê obie¿y¶wiatem – opowiada J³zef Zatwardnicki. – Ten pomys³ to by³ strza³ w dziesi±tkê. Tylko nagle przez ludzk± pazerno¶¦ narodzi³y siê konflikty.
Czego siê chwyci, zamienia siê w z³oto
Pazerno¶¦ to pono¦ normalna reakcja na z³oto. A je¶li jeszcze le¿y ono na ulicy... Tylko schyli¦ siê. A nie ka¿demu siê chce, nie ka¿demu wychodzi. Udaje siê Andrzejowi Kowalskiemu, kt³ry za³o¿y³ roz³amuj±ce z³oty monopol bractwa Z³otoryjskie Towarzystwo Tradycji G³rniczych.
Operatywny i przedsiêbiorczy, ze Z³otoryj± zwi±za³ los jako 28-latek. Przez 11 lat by³ prezesem wytw³rni bombek choinkowych Vitbis (wtedy Vitrum). Potem – szefem Spo³em i naczelnikiem miasta.
– Ju¿ czu³o siê w powietrzu wiatr odnowy. Nie ba³em siê przyj±¦ funkcji, cho¦ sto³ki siê trzês³y. Chodzi³o mi o to, by co¶ zrobi¦ dla miasta – mówi. Po prze³omie usun±³ siê w cie±. Przyrzek³ sobie, ¿e „do ¿adnej bandy siê ju¿ nie zapisze”. Obietnicy nie dotrzyma³. – Bo uwi³d³ mnie Leszek Miller – opowiada. – To jego czar i inteligencja sprawi³y, ¿e zapisa³em siê do lewicy, przypominaj±c sobie o idea³ach i sympatiach, kt³re mia³em jako dwudziestolatek.
A w³adzê trzymali ju¿ prawicowi, antykomunistyczni kopacze z³ota. Z jednej strony wziêli siê za wykorzystanie blasku z³otoryjskiego z³ota, przygotowywali p³uczki, budowali nowe tradycje, z drugiej strony – jak twierdzi Kowalski – przejmowali „sznurki w mie¶cie”. I dlatego, jak s±dzi, jego pomys³ spotka± dla poszukiwaczy spotka³ siê z wrogo¶ci± bractwa.
– Z³oto jest nasze, tak krzyczeli – opowiada. – A ja chcia³em, ¿eby¶my po³±czyli si³y. Ten region mia³ przecie¿ wiele wiêcej bogactw. Wydobywano tu nie tylko z³oto, ale i mied¼, s± wielkie z³o¿a bazaltu, piaskowca, no i zatrzêsienie agatów – opowiada. – Nasze Dymarki Kaczawskie dadz± ludziom pracê, a turystom przygodê. Zrobiê park, nawet ¿ubry i kozy tu bêdê trzyma¦. To, ¿e potrafi wciela¦ s³owa w czyn, pokaza³ w³asn± restauracj±. Jest w niej nawet stylowa izba g³rnicza.
– Boli mnie, ¿e miasto jest pe³ne konfliktów – smutnieje Kowalski, pokazuj±c ten miejski widoczek. – Gdyby¶my byli razem, miasto tylko by zyska³o.
Zwyci꿱 z³ote serca?
Wed³ug Zatwardnickiego kopacze bêd± swoje robi¦ dalej, nie zwa¿aj±c na to, ¿e przeciwnicy pr³buj± ochlapywa¦ ich i burmistrza ¯urawskiego b³otem.
– On chce dobrze dla miasta, ale atakuj± go. ¯adnych dokona±? A kto da³ mieszkania szesnastu rodzinom? – denerwuje siê Zatwardnicki. – A w³a¶nie ¿e bêdziemy go chroni¦. Cho¦ jak siê sko±czy ta w³adza, to kilku sam postawi³bym pod ¶cian±.
Pan J³zef, cho¦ jest mistrzem w strzelaniu, nie ma w sobie agresji, wiêc adwersarze burmistrza s± jego jedynymi osobistymi wrogami. No, mo¿e jeszcze opr³cz by³ego premiera Leszka Millera.
– Ja nie dzielê ludzi na czerwonych, bia³ych, czarnych – opowiada. – Ludzie s± albo m±drzy, albo g³upi. M±drzy wiedz±, ¿e trzeba odrzuci¦ walkê o wp³ywy, w³adzê, kasê. Zgod± mo¿na osi±gn±¦ wiêcej. Mo¿e jestem naiwny, ale wierzê, ¿e nastanie porozumienie. To miasto ma przecie¿ z³ote serce.
Autor: Barbara Chabior
